Archwium > Numer 325 (09/2000) > Spór o katechezę > Niemiłosierny katechizm

Niemiłosierny katechizm

Niedawno miało miejsce takie zdarzenie. W drugiej klasie podstawówki w dużym mieście trwała lekcja religii. Dzieci przygotowywały się do Pierwszej Komunii świętej. Wkuwały Skład apostolski, łamiąc sobie język na „umęczon pod Ponckim Piłatem”, Dziesięcioro Bożych Przykazań, przenikając różnicę między „nie cudzołóż” a „nie pożądaj żony bliźniego swego”, Główne prawdy wiary, Siedem sakramentów i Grzechy główne. Ambitna grupa rodziców przewalczyła alby, już było po pierwszych przymiarkach i alby „się szyły”. Mamy głowiły się nad pamiątkami, które zadowolą wszystkich — rzecz absolutnie niemożliwa w naszym kraju. Nagle, w czasie lekcji, jeden chłopiec wybuchnął płaczem. Siostra podeszła do niego, pochyliła się — a chłopiec powiedział przez łzy: „Jezus mnie nienawidzi!”. Zapanowała konsternacja. Siostra nie umiała znaleźć odpowiednich słów. Dzieci były zgorszone — jak mógł się tak zachować, przecież za dwa miesiące Komunia!

Wychowawczyni powiadomiła o zajściu rodziców. Rodzice widzieli całą złożoność sytuacji. Chłopiec miał ostatnio kłopoty w szkole. Choć dużo pracował, nie mógł sprostać wysokim wymaganiom nauczycieli. Zaczął okropnie bać się spowiedzi. Pewnie ta zła samoocena nałożyła się na ów lęk — pomyśleli i poszukali w otoczeniu kogoś, kto mógłby mu pomóc. Przypomnieli sobie o dalekiej cioci — zakonnicy. Chłopiec został dostarczony do niej do klasz (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.

     


zobacz także

Ewangeliczny język Etty Hillesum

Po owocach poznaje się drzewo

Drodzy Czytelnicy,

Czerwona stuła XKB

Prorok


komentarze



Facebook