DROGA KRZYŻA

 Od z górą trzydziestu lat na mojej półce z książkami stoi niewielki tomik, oprawiony w jasnobrązową skórę, ze złotymi tłoczeniami na grzbiecie. Podróżował ze mną od poznańskiego nowicjatu, przez Kraków, Rzeszów, Paryż, podrzymską Grottaferratę, aż do klasztoru na warszawskim Służewie, gdzie teraz mieszkam i pracuję. Prezent maturalny od mojej siostry – Dzieła polskie Jana Kochanowskiego.

Kochanowskiego trzeba czytać na głos. Dopiero wtedy można w pełni zaczerpnąć z rytmu i rymu, obmyć się w szlachetnej prostocie, posłuchać mądrego głosu poety. Kochanowskim można też się modlić, i to nie tylko wtedy, kiedy w niezrównany sposób tłumaczy wierszem Psalmy Dawidowe, lecz także, kiedy mówi o pięknie natury, o wierności, męstwie albo umiłowaniu cnót. W jego świecie wszystko jest na właściwym miejscu: dobro budzi szacunek, zło i występek są napiętnowane, a życie toczy się nie obok ani nie przeciw Bogu, ale w Nim i ku Niemu. Dlatego właśnie zabrałem go ze sobą na drogę krzyżową. Dla wielu będzie to zaskakujący wybór. Cóż za niestosowny kompan na tak świętą pielgrzymkę: rubaszny, sławiący uroki życia szlachetka, piewca pogańskich ideałów, a może nawet kryptoprotestant! – zawołają. Taki obraz Jana Kochanowskiego wynosimy ze szkoły. Podobnie, jak w przypadku innych renesansowych twórców, historycy literatury próbowali wprowadzać nieprzyjaźń między naszego poetę a Kościół katolicki. Popatrzmy jednak uważniej. Czy Lorenzo Valla nie zakończył kariery jako sekretarz apostolski w Kurii Rzymskiej? Czy Giovanni Pico della Mirandola nie marzył o wstąpieniu do dominikanów, wiodąc życie w ubóstwie i surowej pokucie? Czy Tomasz More nie został stracony z powodu wierności nauczaniu Kościoła? Nawet Erazm z Rotterdamu nigdy nie opuścił szeregów rzymskiej owczarni, chociaż nieraz krytykował jej ziemskich pasterzy. Humaniści poszukiwali mądrości z dala od utartych kościelnych ścieżek, jednak nie czynili tego przeciw Chrystusowi – On zawsze pozostawał dla nich źródłem prawdy. Ich pobożność nie znosiła ostentacji, więc ukrywali ją za błyskotliwym humorem lub ironią. Ze wszystkich sił starali się żyć wedle zasady aurea mediocritas, czyli umiarko-wania, poprzestawania na małym: skromnym domu w wiejskim ustroniu, towarzystwie rodziny, przyjaciół i ksiąg. Czy to sprzeciwia się chrześcijaństwu? Sam uciekam czasami w ten zaciszny krąg przed ekscesami mojego świata. Na drogę krzyżową zaprosiłem renesansowego poetę i nie był to zły wybór. Tak myślę.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Paweł Krupa OP - ur. 1965, dominikanin, historyk mediewista; był dyrektorem Instytutu Tomistycznego, obecnie jest kapelanem sióstr dominikanek klauzurowych w Radoniach pod Warszawą. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

POSTSCRIPTA

Rany czy blizny?

GRANICE MIŁOSIERDZIA

WIERNOŚĆ OBIETNICY

WSPÓŁCZUĆ BOGU


komentarze



Facebook