BARDZIEJ BYĆ
Często się nam wydaje, że jeżeli zmienimy studia, pracę, męża, żonę, miejsce, w którym jesteśmy, to wszystko będzie dobrze. A to jest iluzja. Ważne jest, żeby powodów niespełnienia szukać w sobie, a nie tylko na zewnątrz.

Katarzyna Kolska: Mówimy „spełnienie” i myślimy, że to…

Barbara Smolińska: Dziś mówimy raczej o sukcesie. Jest bardziej wymierny.

I stawiamy znak równości między nimi?

Nie. Sukces i spełnienie to dwie różne kategorie. Gdyby ktoś zapytał prostą wiejską kobietę, czy czuje się spełniona, to pewnie nie wiedziałaby, o co chodzi. A jednak ona może się czuć spełniona, chociaż nikt nie powiedziałby o niej, że to kobieta sukcesu.

To może spełnieniu bliżej jest do szczęścia?

Szczęście to coś ulotnego, krótka chwila. Spełnienie to bardziej constans. Poczucie, że jestem sobą.

Co pani rozumie przez bycie sobą?

Odkrywanie, kim jestem, jaki jestem, jakie mam zdolności, co lubię, jakie mam potrzeby, jakie ograniczenia, słabe punkty.

Trudne zadanie.

Dlatego bardzo ważną rolę odgrywa to, w jaki sposób rodzice wychowują swoje dzieci. Czy im pomagają w odkrywaniu talentów, potrzeb, mocnych stron, pragnień, czy przeciwnie – narzucają swoją wolę i ograniczają dziecko swoimi wyobrażeniami o tym, jakie ono ma być.

Przyjmijmy, że rodzic mądrze wspiera dziecko w poznawaniu siebie, pomaga mu rozwijać talenty, kibicuje w dążeniu do realizacji marzeń.

Nastolatek ma wtedy szansę zmierzyć się ze swoim idealnym „ja” i oceniając własne możliwości, umiejętności, mocne strony, odpowiedzieć na pytanie, kim chce być. I konsekwentnie do tego dążyć, budując, a może raczej odkrywając siebie realnego.

Ale przecież może się pomylić. Może wybrać nie taką szkołę, nie takie studia, a w konsekwencji nie taką pracę, nie taką drogę życiową.

I to nie jest tragedia. Nasze drogi życiowe nie zawsze są proste, czasem są dość kręte i zawiłe.

Może też dokonać wyboru pod czyimś wpływem, naciskiem lub ze strachu.

Nacisk jest bardzo widoczny, w przeciwieństwie do sytuacji, które ja nazywam pajęczyną, czyli czymś, co oplata daną osobę od wczesnego dzieciństwa.

Kiedyś pracowałam z księdzem, który miał wątpliwość, czy pozostać w kapłaństwie, czy nie. Dopiero podczas terapii, trwającej rok, a może nawet dwa lata, kiedy wspólnie się zastanawialiśmy, dlaczego on w ogóle tym księdzem został, zaczął sobie przypominać, że od najwcześniejszego dzieciństwa dla wszystkich było oczywiste, że on zostanie księdzem. To nie był nacisk, ale to się czuło.

Sprytna manipulacja czy przerzucanie na dziecko własnych niespełnionych ambicji?

Nie powiedziałabym, że manipulacja, bo to się negatywnie kojarzy. Bardziej niespełnienie czegoś. W rozmowach z rodzicami dowiedział się, że jego ojciec chciał być kiedyś księdzem, ale życie inaczej się ułożyło.

Chłopiec od małego bawił się w odprawianie mszy, rodzice to wspierali. Natomiast nie za bardzo byli zadowoleni, gdy jako nastolatek zaczął się interesować dziewczynami. Kiedy więc zdał maturę, dla wszystkich było oczywiste, że pójdzie do seminarium. I tak się stało. Dopiero podczas terapii, kiedy miał już ponad 40 lat, w dość dramatycznych okolicznościach uświadomił sobie, że on tak naprawdę nigdy nie zapytał sam siebie, czy ma powołanie.

Co zrobić z takim swoim – nie swoim życiem?

Trzeba wszystko przemyśleć jeszcze raz. Niektórzy w takim momencie decydują się na psychoterapię albo jadą na rekolekcje ignacjańskie w ciszy, nawet 30-dniowe, żeby się zatrzymać, żeby się odciąć od innych, od ich nacisku. I odpowiedzieć sobie na pytanie: Kim ja naprawdę jestem? Co jest dla mnie ważne? Czego chcę? Dokąd zmierzam?

Ale ta prawda może się okazać bolesna.

Tak często bywa. Zwłaszcza jeśli dotyczy to wyborów fundamentalnych, od których nie ma łatwego odwrotu: zbyt młodo wyszłam za mąż, wybrałam nie tego człowieka, zostałem księdzem, choć tak naprawdę to nie była do końca moja własna decyzja, wstąpiłam do zakonu z powodu zawiedzionej miłości.

Święty Ignacy Loyola w Ćwiczeniach duchownych pisał, że trzeba być wiernym temu, co się wybrało, do końca życia i robić tyle, ile potrafimy dobrego w tej sytuacji. A co, jeśli czuję, że to jest moja życiowa klatka?

Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Każdy musi znaleźć swoją i wziąć za nią odpowiedzialność.

Współczesny świat daje łatwe recepty: mamy się realizować.

Dlatego dla równowagi trzeba podkreślać, jak ważna jest wierność decyzji, wierność swoim wyborom.

Zdarzało mi się prowadzić terapię sióstr zakonnych czy księży, którzy przychodzili z takim pytaniem: zostać czy odejść. Różnie się te terapie kończyły. Kiedy pracuję z takimi osobami, zawsze staram się pamiętać o mojej neutralności, o tym, żebym nie angażowała się bardziej w którąś decyzję. Nie mogę myśleć: Szkoda, żeby ta osoba wystąpiła, to będzie straszne – albo odwrotnie. Trzeba zostawić człowiekowi przestrzeń, by sam mógł dokonać wyboru – bez nacisków, sugestii, podpowiedzi, bez przerzucania na kogoś odpowiedzialności. To musi być tylko i wyłącznie świadoma decyzja tej osoby.

Dlatego w przypadku księży czy zakonnic dobrym rozwiązaniem jest prośba o rok przerwy – kiedy taka osoba już nie mieszka na plebanii czy w klasztorze, ma szansę inaczej spojrzeć na swoje życie, przyjrzeć się motywacjom własnej decyzji, odkryć swoje lęki i pragnienia.

Zmiana swojego życia wymaga odwagi. Jeśli ktoś decyduje się na radykalną zmianę, może mieć poczucie, że zdradził.

Jeżeli odchodzę i mam poczucie, że zdradziłem, to znaczy, że to nie był dobry moment na zmianę, bo będę się zadręczać poczuciem winy.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Barbara Smolińska - doktor nauk humanistycznych, psychoterapeutka i superwizor Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, szefowa Pracowni Dialogu, prowadzi terapię indywidualną, małżeńską, rodzinną, warsztaty psychologiczne oraz superwizje. Jest mężatką, ma czworo dzieci. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Samodzielność kontrolowana

"To będzie nasza tajemnica"

U źródeł kryzysów małżeńskich

ŁÓDECZKA ZA BURTĄ

Wiara jest łaską


komentarze



Facebook