ŁONO

Kiedy porównuję się ze stereotypowym wizerunkiem Ślązaka, widzę jedną cechę, której nie chciałbym mieć. Chodzi o zadaniowość – bliskie obsesji nastawienie na konsekwentne i solidne wykonanie zadania, zwłaszcza kiedy wyznaczył je ktoś inny. Zaczynam od tych wynurzeń, bo niniejszy tekst jest karmieniem potwora owej obsesji: ponieważ papież Franciszek ogłosił i zainaugurował Rok Miłosierdzia, to należy dokonać refleksji nad miłosierdziem. A lepszej okazji jak wielkopostny felieton mieć przecież nie będę.

Skoro zacząłem autobiograficznie, to niech tak będzie i dalej. Prócz obsesji muszę się też przyznać do natręctwa. Do myśli, która prześladuje mnie jeszcze od czasów przedfranciszkowych. A mianowicie, że ideę miłosierdzia zbyt jednostronnie, niejako na wyłączność związaliśmy z grzechem. Bóg jest miłosierny wobec grzeszników. Zatem głównym wyrazem miłosierdzia Ojca, jego aktem szczytowym, jest przebaczenie grzechów. A to w kościelnej praktyce przekłada się na stawianie w centrum sakramentu pojednania (nawet jeśli po cichu wiemy, że to chrzest jest właściwym sakramentem odpuszczenia grzechów) i praktyki odpustu.

Nie ma co owijać w bawełnę: za moje natręctwo odpowiedzialność ponosi nie kto inny, jak św. Jan Paweł II. Ładnych parę lat temu miałem przygotować tekst na jakieś sympozjum-ku-czci. Wymyśliłem, że przebadam wątek zmartwychwstania Chrystusa w encyklikach tegoż papieża poświęconych poszczególnym Osobom Trójcy. Rzecz metodologicznie niewymagająca, a i fajerwerków żadnych w treści się nie spodziewałem – ot, codzienność teologa. I wszystko szło gładko, aż (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

I HAVE A DREAM

UZASADNIENIA

PO SZKODZIE?

NA GRUBIE

SPORTY EKSTREMALNE


komentarze



Facebook