ŁÓDECZKA ZA BURTĄ
Kiedy jesteśmy dorośli, to poczucie bezpieczeństwa daje nam nie tylko relacja z najbliższą osobą - mamy jeszcze inne punkty odniesienia. Małe dziecko ich nie ma. Rodzice, ich miłość, są dla niego gwarantem bezpieczeństwa.

Katarzyna Kolska: Co czuje dziecko, kiedy rodzice się rozstają?

Barbara Smolińska: Jest smutne, przestraszone. Czasem przerażone, zrozpaczone, pełne złości. Nie rozumie, co się dzieje. Bez względu na to, ile ma lat, rozstanie rodziców jest dla niego bardzo trudną sytuacją.

Czasami przychodzą do mnie do gabinetu pary, które są w trakcie rozstania, i pytają, jak to zrobić, żeby dzieci na tym nie ucierpiały. Bardzo szanuję tę ich troskę, ale jednocześnie coś mnie niepokoi. Niektórzy się łudzą, że jeśli pójdą do specjalisty i zastosują się do jego rad, to dziecko nie będzie przeżywało rozstania rodziców. Zawsze wtedy mówię, że nie widzę takiej możliwości. Bo przecież dziecko, które do tej pory mieszkało razem z mamą i tatą, miało ich na co dzień, przyzwyczaiło się do określonego codziennego funkcjonowania domu, rodziny, pewnych zwyczajów, spędzania razem czasu. I nagle to się kończy, dziecko zostaje z jednym z rodziców, w Polsce najczęściej z mamą, drugi rodzic się wyprowadza, zabiera swoje rzeczy. Dziecko bardzo to przeżywa, a natężenie tych uczuć zależy w dużej mierze od tego, w jaki sposób rodzice się rozstają. Im mniej dorośli wciągają dziecko w swoje kłótnie, spory i żale, tym dla niego lepiej. Możemy pomóc dziecku przejść ten bardzo trudny czas, ale nie możemy sprawić, żeby w ogóle nie cierpiało.

Niektórzy mówią: Jest małe, nic nie rozumie. To prawda?

Nie rozumie w tym sensie, że nie ogarnia tego intelektem, nie potrafi nazwać, opowiedzieć, co czuje. Ale to nie znaczy, że siła uczuć jest mniejsza. Dziecko naprawdę czuje, co się dzieje. Nawet jeśli rodzice rozstają się kulturalnie – cokolwiek by to znaczyło – i spokojnie, to na ogół towarzyszy temu ogromne napięcie. A dzieci intuicyjnie wyczuwają ich smutek i złość.

Komu się bardziej wali świat? Trzylatkowi czy trzynastolatkowi?

Nie umiałabym tego powiedzieć. Zresztą nie wiem, czy jest sens, żeby to mierzyć i ważyć. To naprawdę zależy od wielu różnych czynników, na przykład od tego, jak rodzina funkcjonowała przedtem, jakie dziecko ma relacje z innymi osobami, z rówieśnikami. To jest tak, jakby łódeczka sobie spokojnie żeglowała i nagle nadciąga sztorm, łódka się topi, ktoś wypada za burtę.

Psychologowie mówią, że rozstanie rodziców jest dla dziecka porównywalne ze śmiercią jednego z nich.

W pewnym sensie tak. Coś się przecież kończy. Kiedy jesteśmy dorośli, to poczucie bezpieczeństwa daje nam nie tylko relacja z najbliższą osobą – mamy jeszcze inne punkty odniesienia. Małe dziecko ich nie ma. Rodzice, ich miłość, są dla niego gwarantem bezpieczeństwa.

Czy rozstający się małżonkowie myślą o tym?

Różnie to wygląda. Wiele zależy od ich osobistej dojrzałości i od tego, czym to rozstanie zostało spowodowane, na ile biorą odpowiedzialność za to, że im się nie udało. Inna jest sytuacja, gdy mogą sobie powiedzieć: Próbowaliśmy i naprawdę dużo zrobiliśmy, żeby ratować nasz związek, lecz nie dajemy rady żyć razem. A zupełnie inaczej to wygląda, gdy ktoś czuje się skrzywdzony, zdradzony, oszukany, gdy się dowiaduje na przykład, że współmałżonek od kilku lat żyje w innym związku i ma pozamałżeńskie dzieci. Wtedy coś się nagle wali, a siła własnych uczuć może być tak intensywna, że niewiele jest już miejsca na troskę o dzieci.

Czy można rozstać się tak, żeby emocjonalne skutki tego rozstania były dla dziecka jak najmniej dotkliwe?

Przede wszystkim trzeba to dziecku powiedzieć, ale dopiero wtedy, kiedy decyzja zostanie podjęta. A potem wspierać je i towarzyszyć mu w przeżyciu tej trudnej sytuacji. Czasami rodzice mówią, że się rozstają, potem do siebie wracają i po jakimś czasie znowu się rozstają. Życie na takiej huśtawce jest dla dziecka niewyobrażalnie trudne.

Jak to powiedzieć dzieciom?

Dość oszczędnie. Prosto, z miłością, bez wzajemnego oskarżania się i obwiniania.

Ważne jest to, żeby dzieci nie były wtajemniczane w intymność rodziców, w to, co się między nimi wydarzyło, szczególnie jeśli są małe. Czasami pary pytają mnie, jak powiedzieć o rozstaniu dzieciom w wieku przedszkolnym. Odpowiadam, że na przykład tak: Chcemy ci powiedzieć smutną rzecz – zawsze zachęcam, żeby użyć tego określenia „smutną”. Często pojawia się wtedy protest, dlaczego nazywać to smutną rzeczą. Więc pytam: A dla państwa to nie jest smutne? Wydaje mi się, że rozpad małżeństwa to jest jednak smutna rzecz. W związku z tym trzeba powiedzieć, że to smutne i że nie będziemy już razem. Ważne, żeby towarzyszyło temu zapewnienie: Oboje cię bardzo kochamy. Dziecko musi się dowiedzieć, z kim będzie teraz mieszkało i co się zmieni w jego życiu. Im młodsze dzieci, tym potrzebują więcej bardzo konkretnych informacji. Nie można mówić, że to się stanie za pół roku, bo dla małych dzieci pół roku to termin niewyobrażalny, ale też dziecko nie może się dowiedzieć w sobotę, że tata w niedzielę się wyprowadza.

Jak dzieci reagują?

Bardzo różnie. Trzylatek może wzruszyć ramionami i wrócić do zabawy, którą przed chwilą przerwał. Może też zacząć płakać i prosić: Nie róbcie tego. Albo się złościć. Dziecko musi przeżyć te wszystkie uczucia – smutek, rozpacz, strach, lęk, złość – tak jak w żałobie. I nie ma się co łudzić, że za tydzień wszystko wróci do normy. Reakcja emocjonalna trwa czasami wiele miesięcy. U młodszych dzieci obserwujemy niejednokrotnie regresję, czyli cofnięcie się w rozwoju – zaczynają siusiać w majtki, choć już tego nie robiły, budzą się w nocy i przychodzą do łóżka mamy czy taty. Mogą się zrobić agresywne w przedszkolu, w szkole.

Niektóre będą mówiły codziennie, jakie to straszne, że rodzice się rozstali, a inne się zamkną w sobie. Wtedy trzeba je zachęcać do rozmowy. Można powiedzieć: Widzę, że jesteś smutna, myślę, że to właśnie dlatego, że tata się wyprowadził, i to naturalne. Nie można się też bać własnego przygnębienia. Żony zostawione przez mężów pytają mnie: Czy ja też mogę być smutna? Odpowiadam: Oczywiście, przecież dzieci wiedzą, że coś się stało. Nie można jednak oczekiwać, że to one zaczną wspierać rodziców. To rodzice są od tego, żeby wspierać dzieci.

W jaki sposób?

Niezwykle istotne jest na przykład to, by dziecku powiedzieć, jak będą teraz wyglądały jego kontakty z rodzicem, który się wyprowadzi. Chodzi o to, by ten kontakt był stały i regularny, czyli na przykład, że tata przychodzi we wtorek i piątek, zabiera dziecko co drugi weekend, co drugie święta i na połowę wakacji. Taki rytm zwiększa poczucie bezpieczeństwa.

Trzeba też zwrócić uwagę, by dziecko nie obarczało się odpowiedzialnością za rozstanie rodziców i nieświadomie szukało sposobów, by byli razem. To, które było do tej pory bardzo grzeczne i dobrze się uczyło, nagle sprawia problemy w szkole, zaczyna chodzić na wagary. Wszystko po to, by rodzice się połączyli w tym wspólnym problemie, mówiąc: Musimy się zająć naszym dzieckiem. By tego uniknąć, rodzice muszą od początku zapewnić dziecko, że oni się rozstają ze sobą, a nie z nim.

Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że małżonkowie, którzy się rozstali, założą nowe rodziny.

Tak, najczęściej tak się teraz dzieje.

No właśnie. Jak dziecko ma się w tym odnaleźć? Kto jest jego tatą, kto jest mamą, a kto ciocią i wujkiem? Ma nagle dodatkowych dziadków. Jak to ogarnąć?

Bardzo ważna jest (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Barbara Smolińska - doktor nauk humanistycznych, psychoterapeutka i superwizor Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, szefowa Pracowni Dialogu, prowadzi terapię indywidualną, małżeńską, rodzinną, warsztaty psychologiczne oraz superwizje. Jest mężatką, ma czworo dzieci. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

LEKARSTWEM SĄ SŁOWA

CZY PANI MI WIERZY?

BĄDŹ BLISKO MNIE

SAMOTNI WE DWOJE

KTO Z KIM ŚPI W SYPIALNI


komentarze



Facebook